Polski Sejm wszedł w decydującą fazę walki o przyszłość rynku kryptowalut. Posłowie rozpoczęli debatę nad czterema konkurencyjnymi projektami ustaw dotyczącymi regulacji aktywów cyfrowych, podczas gdy politycy PiS przygotowali osobny projekt zakładający całkowity zakaz działalności crypto w Polsce. Spór dotyczy głównie zakresu uprawnień KNF oraz wysokości kar dla firm kryptowalutowych. Rząd Donalda Tuska chce mocniejszego nadzoru i kar do 25 mln zł, natomiast projekt prezydenta Karola Nawrockiego przewiduje łagodniejsze limity i mniejsze możliwości blokowania rachunków związanych z crypto.
Cała polityczna burza została dodatkowo podgrzana przez aferę wokół Zondacrypto, jednej z największych giełd kryptowalutowych w Polsce. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące oszustw, prania pieniędzy oraz możliwych powiązań politycznych. Według śledczych poszkodowanych może być już ponad 1500 inwestorów, a straty przekraczają 350 mln zł. W tle pojawiają się również pytania o możliwe finansowanie polityków i wydarzeń politycznych przez środowiska związane z giełdą. Speaker Sejmu Włodzimierz Czarzasty określił sytuację jako „taniec diabła”, sugerując, że sprawa ma znacznie głębszy wymiar polityczny niż zwykła regulacja rynku finansowego.
Problem dla Polski jest poważny również z perspektywy Unii Europejskiej. Kraj nadal nie wdrożył w pełni regulacji MiCA, mimo że okres przejściowy kończy się 1 lipca 2026 roku. Jeśli chaos legislacyjny będzie się przeciągał, ponad 1400 polskich podmiotów związanych z kryptowalutami może znaleźć się w prawnej próżni. Rynek obserwuje więc nie tylko walkę o regulacje, ale również starcie dwóch wizji: Polski jako europejskiego centrum innowacji blockchain albo państwa, które wybierze jedne z najbardziej restrykcyjnych zasad wobec kryptowalut w całej UE.